ArtPozytywny plener fotograficzny w Bieszczadach – tak było :)

Jesienny ArtPozytywny plener fotograficzny w Bieszczadach potrafił nas zaskoczyć.

Przeczytaj, zobacz i dołącz do nas 🙂

Wyruszamy w drogę w środę (4 października) wcześnie rano. Zapowiadano kiepską pogodę, ale z nadzieją zaopatrzyliśmy się w dobry nastrój, ciepłe rzeczy i peleryny przeciwdeszczowe. Droga mija nam spokojnie i szybko przy ciekawej rozmowie. Bieszczady witają nas wieczornym zmrokiem i pustymi drogami. Gdy docieramy do ośrodka w Zatwarnicy, jest już ciemno. Witają nas sympatycznie częstując pysznymi pierogami o zagadkowych nazwach. Wieczorem ustalamy pierwszą trasę i pakujemy plecaki.

Pogoda zapowiada się bez zbytnich nadziei, ale nie zamierzamy  się poddawać. Następnego dnia rano podjeżdżamy kawałek i idziemy szlakiem spod Zatwarnicy na Przełęcz M. Orłowicza, a potem na Połoninę Wetlińską i Smerek. Las jest cichy, jesienny, z pięknie nasyconymi barwami. Gdy mijamy krawędź lasu, otacza nas biel i wilgoć chmur. Przydają się ciepłe ubrania, rękawiczki i czapki.

ArtPozytywni KMBranding Katarzyna Maczyszyn

Trzy lata temu tu, w Bieszczadach, w tym samym okresie,  jesień witała mnie ciepłym, jeszcze letnim słońcem. Tu możesz zobaczyć jak wtedy było.

Różnie bywa w górach. Idziemy przed siebie widząc przelewające się kłęby chmur, kamienie i kolorowe krzewy borówek. Wchodzimy na szczyt Smerek, gdzie stoi metalowy krzyż w miejscu, w którym kiedyś zginął turysta.

ArtPozytywni KMBranding Katarzyna Maczyszyn

Odpoczywamy i wracamy do ośrodka. Po południu odwiedzamy kultowe knajpki Bieszczad – Chatę Wędrowca i Siekierezadę. Ta część dnia jest dla mnie nowością w Bieszczadach. Stwierdzam, że z chęcią zostałabym w Siekierezadzie sama z aparatem. Rzeźby diabłów bieszczadzkich są fascynujące. W nocy przychodzi wichura i … odcina nam prąd, wodę i telefon.

Na kolejny dzień planujemy odwiedzić niższe partie Bieszczad ze względu na zapowiadany deszcz. Zaczynamy trasę w miejscowości Nasiczne. Naszą deszczową wytrwałość nagradza spotkanie salamandry. Sesja fotograficzna jest zabawna, bo salamandra koniecznie chce zanurkować w ciepłym kapturze.

ArtPozytywni KMBranding Katarzyna Maczyszyn

Trochę dalej czeka na nas panorama widziana z przełęczy (Przełęcz Nasiczniańska), cicha droga wśród wzgórz i ruiny wsi Caryńskie. Dalsza część dnia to cerkiew w Łopience i Rezerwat Sine Wiry.

ArtPozytywni KMBranding Katarzyna Maczyszyn

Po powrocie do ośrodka okazuje się, że czeka nas romantyczny wieczór przy zniczach ? i noszenie wody wiadrami z pobliskiego strumienia. Prognoza pogoda zapowiada następnego dnia przejaśnienia.

Szlak z Mucznego znowu wita nas deszczem. Wchodzimy na górę, a tam …. biało. Jak to, przecież miało się rozpogodzić, a tu jak pierwszego dnia, tylko chmury, mgła, kamienie i kolorowe krzaczki borówek. Aparat ciąży, zimno, zniechęcenie. Siadamy przy zbiegu szlaków. Pocieszam się kanapką i batonikiem. Zastanawiam się, czy w ogóle warto iść w kierunku Bukowego Berdo, Krzemienia i Tarnicy. Decydujemy, żeby iść mimo słabej widoczności. Na dokładkę zaczyna prószyć śnieg. Moja wiara w sens dalszej drogi spada do zera. Przyszłam tu przecież dla radości robienia zdjęć. Buty grzęzną w błocie. Aparat tkwi w plecaku pod peleryną, na szczęście bezpieczny.

ArtPozytywni KMBranding Katarzyna Maczyszyn

Nagle, po lewej stronie poniżej szlaku chmury przemieszczają się i widzimy doliny. Hurra! To trwa jednak tylko chwilę. Nie zdążam wyjąć aparatu. Kolega jest szybszy ze swoją komórką. Widok znika tak szybko, jak się pojawia. Po chwili zauważamy kolejne takie przerzedzenia chmur. Decyduję się nie chować aparatu. Idę ostrożnie, żeby nie pośliznąć się na błocie i nie upaść na sprzęt. Dalsza wędrówka i cierpliwość zostaje nagrodzona. W jednej chwili chmury zaczynają do dokoła nas zanikać. Ten moment uwieczniliśmy na naszych zdjęciach.

ArtPozytywni KMBranding Katarzyna Maczyszyn

Następne, już słoneczne ujęcia nie mają wg. mnie tej magii. Są bardziej zwyczajne, choć kolory jesieni w górach są tak intensywne, że żadne podkolorowywanie w postobróbce nie jest już chyba nikomu potrzebne ?

ArtPozytywni KMBranding Katarzyna Maczyszyn

Tego dnia wracamy do ośrodka zadowoleni. Kolejnego ranka wstaję przed wschodem słońca. Zapowiadano pogodę tylko rano, więc jakie jest moje zdziwienie, gdy widząc za oknem znowu tylko biel. Żadnych drzew, gór, nic więcej. Nagle, przede mną zaczyna zarysowywać się brzeg pobliskiego wzgórza, a za nim pojawia się kula słońca i czubki płynących za szczytem chmur.

ArtPozytywni KMBranding Katarzyna Maczyszyn

Zaczynają być widoczne pierwsze zarysy zmrożonych jesiennym przymrozkiem drzew. Mgła rozstępuje się szybko ukazując skrzące w pierwszych promieniach słońca kryształki lodu.

ArtPozytywni KMBranding Katarzyna Maczyszyn

Tego dnia mamy odwiedzić ważne dla mnie miejsce – dolinę Krywe i grób Tosi, u której spędziłam dwa lata temu kilka pięknych dni, daleko od zgiełku i pośpiechu. Idąc mijamy błyszczące kwiaty i odmarzające kolorowe liście. Kto z Was nie wyciągnąłby aparatu widząc takie klejnoty natury?

ArtPozytywni KMBranding Katarzyna Maczyszyn

Droga do doliny Krywe prowadzi starym asfaltem wśród lasów nieuczęszczanych zbyt często przez turystów i samochody. Można natomiast łatwo wyśledzić znaki świadczące o przebywaniu w tej okolicy niedźwiedzi uwielbiających m.in. rosnącą tam tarninę. Dopóki nie wyjdziesz lasu na najbliższe wzgórze otaczające Krywe, nie będziesz nawet spodziewać się widoku, który na Ciebie czeka. Pamiętam mój pierwszy raz w tym miejscu i wstrzymany oddech ?

ArtPozytywni KMBranding Katarzyna Maczyszyn

W dole rozpościerają się dzikie łąki, krzewy tarniny, niewysokie drzewa, a po środku doliny, na niewielkim wzniesieniu stoją ruiny starej cerkwi (pozostałość wioski zniszczonej w czasie Akcji Wisła i działań UPA). To tu, wśród kilku starych grobów, w swoim ukochanym zakątku Tosia znalazła miejsce ostatniego snu. Schodząc w dół do cerkwi czuję radość, że mogłam tu wrócić i smutek, że dolina nie jest już tą samą wesołą doliną, co dwa lata temu. Już nie zanocuję z psem w małym drewnianym domku na skraju pastwiska. Na mokradłach bobry zbudowały jeszcze większe tamy. Dolina wydaje się być pusta i cicha. Na nagrobku Tosi jest napis „Tosiu, zniknęłaś nam z oczu, ale nie z serc”. Mnie również wspomnienia sprzed dwóch lat zostaną w sercu razem z fotografiami w moim archiwum.

ArtPozytywni KMBranding Katarzyna Maczyszyn

Brakuje nam czasu, żeby iść dalej w stronę Sanu i doliny Tworylne. Pogoda też zdążyła się już popsuć i zrobił się pochmurno. Jeszcze tu wrócimy kiedyś, żeby zobaczyć i sfotografować poranne mgły i pierwsze promienie słońca na murach cerkwi.

Następnego dnia wracamy do Trójmiasta (9 października). Zabieramy ze sobą kolejne wspomnienia, fotografie i dawkę spokoju na następny rok.

Możesz się zapisać się do ArtPozytywnych wypełniając poniższy formularz:

Imię i nazwisko (wymagane)

Adres email (wymagane)

Chcę otrzymywać od ArtPozytywnych artykuły i informacje dotyczące fotografii, organizowanych plenerów, spotkań i warsztatów na podany przeze mnie adres e-mail

« 1 z 3 »